Oorodek Obozy Wedkarze Kronika wydarzen Czartery Regaty Niepe3nosprawni Troche historii Zielona szko3a Strona g3ówna
II Mistrzostwa Polski w klasie DZ


15 - 16.08.2003

 
 

Drugie Mistrzostwa Polski w klasie DZ pod hasłem "Ratujmy Dezety" rozegrane zostały 15 i 16 sierpnia. Całodobowe regaty ściągnęły do naszego portu aż 34 jachty oraz wielu kibiców. Ostatecznie wystartowało 30 jachtów, a zwyciężył WIKING należący do prywatnego armatora z Pułtuska.

Na kilka tygodni przed startem regat wycofał się sponsor tytularny imprezy, co groziło albo ich odwołaniem, albo drastycznym podniesieniem wpisowego. Ponieważ impreza cieszyła się wielkim zainteresowaniem, organizatorzy zdecydowali się wyłożyć własne środki finansowe, aby ratować regaty "Ratujmy Dezety".

Startowały jachty w bardzo różnym stanie technicznym; od leciwych drewnianych jednostek
z olinowaniem wiązanym na krawaty aż po pięknie wymuskane plastikowe kadłuby, w które nierzadko włożono bardzo wiele pracy, by osiągnęły dzisiejszy stan. Pojawiło się też sporo nowych żagli, co oznacza, że armatorzy z prawdziwym sercem podchodzą do swoich jachtów. Najwięcej braw na otwarciu zebrała załoga SŁONIA MORSKIEGO z Gliwic. Aby wystartować w regatach, przywiozła swój jacht ze Śląska pokonując ponad 700 kilometrów w jedną stronę. Ambitni ludzie z klubu Mesa planowali pozyskanie sponsora; nie wyszło, więc zrobili zrzutkę do kapelusza i jacht na Mazury przywieˇli. Pomocy udzieliła firma Mirka Ociepki transportując Dezetę po kosztach paliwa. Zrobili furorę także na swoim macierzystym akwenie, a po ich powrocie do domu start w przyszłorocznych regatach zapowiadają już trzy załogi z Gliwic...

Kiedy w piątkowe popołudnie na Kisajno wypłynęło 30 jachtów, zapowiadała się twarda walka, tym bardziej że wiało bardzo silnie, a to są znakomite warunki do żeglugi dla Dezet. Po dwóch okrążeniach "po śledziu" wytyczonym naprzeciwko naszego portu jachty ruszyły na trasę do Węgorzewa. Już początek regat przyniósł pierwsze rozstrzygnięcia. Na przepięknej ESKAPADZIE z KM LOK Węgorzewo pękła wanta, co skutkowało złamaniem grotmasztu i wyrwaniem ławki. Załoga zmuszona była się wycofać po kwadransie rywalizacji. Póˇniej po kolizji dwóch jachtów konieczne stało się odholowanie innej jednostki do portu, jednak ambitna załoga przesiadła się na jacht podstawiony przez naszą redakcję "Rejsu" i mogła kontynuować regaty.

Na pełnym, silnym wietrze pierwszy jacht osiągnął punkt kontrolny w Węgorzewie już po trzech godzinach. Ale ostatnia załoga miała także trzygodzinną stratę do lidera. W prawdziwe zdumienie wprawił organizatorów jeden ze sterników, który przed mostem telefonicznie zasięgał konsultacji, pytając dramatycznie: "Jak kładzie się maszty na Dezecie?". Podpowiedˇ uzyskał, załoga pokonała most na Darginie bez ofiar w ludziach i sprzęcie.
Z Węgorzewa flotylla skierowała się ponownie do Almaturu, a stąd do Sztynortu, skąd znów powróciła do Almaturu. Lider regat ten dystans przepłynął w zaledwie 8 godzin. Jachty pędziły z taką prędkością, że aby zachować formułę 24-godzinnych regat, organizatorzy zmuszeni zostali do wydłużenia trasy o kilkakrotne okrążenie Dębowej Górki na Kisajnie. Dopiero rano puszczono jachty na jezioro Niegocin, a metę usytuowano w porcie Almaturu. Sędzia Główny regat, Franciszek Trawiński, miał trudny orzech do zgryzienia. Dołożenie dodatkowych "kółek" wywołało sporo protestów, ale organizatorzy uznali, że bezpieczeństwo nade wszystko. Akwen o długości boku około czterech kilometrów było łatwiej obstawić łódkami WOPR-u. Trzeba pamiętać, że załogi prezentowały bardzo zróżnicowany poziom umiejętności.

Przez całą noc wiatr nie odpuszczał; była regularna "piątka", co pozwalało szybko pokonywać kolejne kilometry wyścigu, a zarazem porzucić myśl o wiosłowaniu dopuszczonym regulaminem regat. Niemal "łeb w łeb" płynęły załogi WIKINGA, najpiękniejszej chyba Dezety w tych regatach, i ZAKARY, broniącej tytułu zdobytego przed rokiem. Na punktach kontrolnych różnice wynosiły od ośmiu do czternastu minut, jasne było, że walka o tytuł rozegra się pomiędzy tymi załogami. Pozostałe jachty zostawały systematycznie w tyle, ponadto z upływem czasu stawka się kurczyła, bo kolejne załogi wycofywały się z wyścigu.

O świcie, o 05.30, flotylla popłynęła na Jezioro Niegocin. Kolejny odcinek regat wiódł przez Kanał Niegociński (Stary) na Niegocin, wokół obu wysp i powrót tym samym kanałem do Almaturu.
Po pasjonującej walce wygrała kierowana przez Witolda Brengosa załoga jachtu WIKING - prawie 20-letniej jednostki odbudowanej pieczołowicie przez prywatnego armatora z Pułtuska. Po przepłynięciu prawie 150 kilometrów, czterokrotnym kładzeniu masztów i około 10-kilometrowym dystansie pokonanym na wiosłach na mecie różnica była zaledwie 10-minutowa, na kolejne jachty przyszło jednak oczekiwać ponad godzinę. Trzecie miejsce zdobyła MAGDA z YKP Bielsko z bardzo młodą załogą na pokładzie. Ostatnia sklasyfikowana załoga dopłynęła do mety o 15.30.

Zgodnie z założeniami regat, większość nagród w regatach ma charakter nagród armatorskich. Oznacza to, że głównymi trofeami były elementy wyposażenia jachtów. Wszystkie poza tym były losowane wśród uczestniczących jachtów. Były więc dwa komplety żagli, komplet nierdzewnych lin stalowych, komplet lin miękkich, dwa zestawy bloczków oraz koła ratunkowe.

Ale jedna nagroda miała charakter szczególny. Była nią skorupa jachtu Sasanka 620 przeznaczona dla armatora zwycięskiego jachtu ufundowana przez pana Andrzeja Janowskiego ze Stoczni Janmor. Na kolejną edycję regat jako główną nagrodę zapowiadał skorupę Dezety, a jest obecnie jedynym producentem jachtów tej klasy w Polsce. Nagrody losowali także indywidualnie uczestnicy. Były więc ubrania sportowe, hermetyczne worki żeglarskie, noże żeglarskie, ale największy aplauz wywołała hulajnoga elektryczna, która trafiła do młodej żeglarki z Bielska. Zwycięzcy otrzymali pamiątkowe medale, a wszyscy uczestnicy dyplomy.

Niemal wszyscy uczestnicy podkreślali, że były to wspaniałe regaty, warte szerszego spopularyzowania, choć wymagają szeregu korekt organizacyjnych.

W jaką stronę powinny ewoluować te regaty, pozostaje kwestią nierozstrzygniętą. Czy "profesjonalizować", czyli wprowadzać precyzyjne pomiary żagli i ważenie kadłubów, aby - zdaniem niektórych - wyrównać szanse wszystkich startujących; czy zabiegać o wysoką pulę nagród, czy też iść w stronę zlotu Dezet i zabawy w regaty "integracyjne". Znalezienie jednego przelicznika przy takiej rozbieżności konstrukcji w ramach jednej klasy jest chyba niemożliwe, ale też liczni żeglarze kwestionowali w ogóle istnienie jakichkolwiek przeliczników i podziału na podklasy uwzględniające choćby najbardziej widoczne różnice w konstrukcji jachtów.
Poza tym pozostają do pokrycia koszty ewentualnych pomiarów, a armatorzy tych jachtów do szczególnie zasobnych niestety nie należą.

Jak dotąd udało się uchronić regaty przed napływem profesjonalistów, ale presja na wynik końcowy wśród niektórych załóg była aż nadto wyraˇna. Doświadczenie pokazuje, że ściganctwo potrafi zabić każdą bardziej masową imprezę, ale z drugiej strony wielu chciałoby widzieć w regatach Dezet kolejną arenę walki o trofea bez względu na koszty. Pytano już o możliwość i koszty zbudowania węglowej Dezety z kevlarowymi żaglami...
Pewnikiem pozostaje, że odbędzie się III edycja regat "Ratujmy Dezety", zaplanowana na weekend 13 - 15 sierpnia 2004 roku.

 

 

 


Międzynarodowe Centrum Żeglarstwa i Turystyki Wodnej
11-500 Giżycko, ul.Moniuszki 24, tel./fax (0-87) 428 58 98, 428 59 71, 428 33 88, tel. kom 667 666 219
www.sail-mazury.pl e-mail: sail@sail-mazury.pl
linki