| |
Drugie Mistrzostwa
Polski w klasie DZ pod hasłem "Ratujmy Dezety" rozegrane zostały 15
i 16 sierpnia. Całodobowe regaty ściągnęły do naszego portu aż 34 jachty oraz
wielu kibiców. Ostatecznie wystartowało 30 jachtów, a zwyciężył WIKING należący
do prywatnego armatora z Pułtuska.
Na kilka tygodni
przed startem regat wycofał się sponsor tytularny imprezy, co groziło albo ich
odwołaniem, albo drastycznym podniesieniem wpisowego. Ponieważ impreza cieszyła
się wielkim zainteresowaniem, organizatorzy zdecydowali się wyłożyć własne środki
finansowe, aby ratować regaty "Ratujmy Dezety".
Startowały jachty
w bardzo różnym stanie technicznym; od leciwych drewnianych jednostek
z olinowaniem wiązanym na krawaty aż po pięknie wymuskane plastikowe kadłuby,
w które nierzadko włożono bardzo wiele pracy, by osiągnęły dzisiejszy stan. Pojawiło
się też sporo nowych żagli, co oznacza, że armatorzy z prawdziwym sercem podchodzą
do swoich jachtów. Najwięcej braw na otwarciu zebrała załoga SŁONIA MORSKIEGO
z Gliwic. Aby wystartować w regatach, przywiozła swój jacht ze Śląska pokonując
ponad 700 kilometrów w jedną stronę. Ambitni ludzie z klubu Mesa planowali pozyskanie
sponsora; nie wyszło, więc zrobili zrzutkę do kapelusza i jacht na Mazury przywieˇli.
Pomocy udzieliła firma Mirka Ociepki transportując Dezetę po kosztach paliwa.
Zrobili furorę także na swoim macierzystym akwenie, a po ich powrocie do domu
start w przyszłorocznych regatach zapowiadają już trzy załogi z Gliwic...
Kiedy w piątkowe
popołudnie na Kisajno wypłynęło 30 jachtów, zapowiadała się twarda walka, tym
bardziej że wiało bardzo silnie, a to są znakomite warunki do żeglugi dla Dezet.
Po dwóch okrążeniach "po śledziu" wytyczonym naprzeciwko naszego portu
jachty ruszyły na trasę do Węgorzewa. Już początek regat przyniósł pierwsze rozstrzygnięcia.
Na przepięknej ESKAPADZIE z KM LOK Węgorzewo pękła wanta, co skutkowało złamaniem
grotmasztu i wyrwaniem ławki. Załoga zmuszona była się wycofać po kwadransie rywalizacji.
Póˇniej po kolizji dwóch jachtów konieczne stało się odholowanie innej jednostki
do portu, jednak ambitna załoga przesiadła się na jacht podstawiony przez naszą
redakcję "Rejsu" i mogła kontynuować regaty.
Na pełnym, silnym
wietrze pierwszy jacht osiągnął punkt kontrolny w Węgorzewie już po trzech godzinach.
Ale ostatnia załoga miała także trzygodzinną stratę do lidera. W prawdziwe zdumienie
wprawił organizatorów jeden ze sterników, który przed mostem telefonicznie zasięgał
konsultacji, pytając dramatycznie: "Jak kładzie się maszty na Dezecie?".
Podpowiedˇ uzyskał, załoga pokonała most na Darginie bez ofiar w ludziach i sprzęcie.
Z Węgorzewa flotylla skierowała się ponownie do Almaturu, a stąd do Sztynortu,
skąd znów powróciła do Almaturu. Lider regat ten dystans przepłynął w zaledwie
8 godzin. Jachty pędziły z taką prędkością, że aby zachować formułę 24-godzinnych
regat, organizatorzy zmuszeni zostali do wydłużenia trasy o kilkakrotne okrążenie
Dębowej Górki na Kisajnie. Dopiero rano puszczono jachty na jezioro Niegocin,
a metę usytuowano w porcie Almaturu. Sędzia Główny regat, Franciszek Trawiński,
miał trudny orzech do zgryzienia. Dołożenie dodatkowych "kółek" wywołało
sporo protestów, ale organizatorzy uznali, że bezpieczeństwo nade wszystko. Akwen
o długości boku około czterech kilometrów było łatwiej obstawić łódkami WOPR-u.
Trzeba pamiętać, że załogi prezentowały bardzo zróżnicowany poziom umiejętności.
Przez całą noc
wiatr nie odpuszczał; była regularna "piątka", co pozwalało szybko pokonywać
kolejne kilometry wyścigu, a zarazem porzucić myśl o wiosłowaniu dopuszczonym
regulaminem regat. Niemal "łeb w łeb" płynęły załogi WIKINGA, najpiękniejszej
chyba Dezety w tych regatach, i ZAKARY, broniącej tytułu zdobytego przed rokiem.
Na punktach kontrolnych różnice wynosiły od ośmiu do czternastu minut, jasne było,
że walka o tytuł rozegra się pomiędzy tymi załogami. Pozostałe jachty zostawały
systematycznie w tyle, ponadto z upływem czasu stawka się kurczyła, bo kolejne
załogi wycofywały się z wyścigu.
O świcie, o 05.30,
flotylla popłynęła na Jezioro Niegocin. Kolejny odcinek regat wiódł przez Kanał
Niegociński (Stary) na Niegocin, wokół obu wysp i powrót tym samym kanałem do
Almaturu.
Po pasjonującej walce wygrała kierowana przez Witolda Brengosa załoga jachtu WIKING
- prawie 20-letniej jednostki odbudowanej pieczołowicie przez prywatnego armatora
z Pułtuska. Po przepłynięciu prawie 150 kilometrów, czterokrotnym kładzeniu masztów
i około 10-kilometrowym dystansie pokonanym na wiosłach na mecie różnica była
zaledwie 10-minutowa, na kolejne jachty przyszło jednak oczekiwać ponad godzinę.
Trzecie miejsce zdobyła MAGDA z YKP Bielsko z bardzo młodą załogą na pokładzie.
Ostatnia sklasyfikowana załoga dopłynęła do mety o 15.30.
Zgodnie z założeniami
regat, większość nagród w regatach ma charakter nagród armatorskich. Oznacza to,
że głównymi trofeami były elementy wyposażenia jachtów. Wszystkie poza tym były
losowane wśród uczestniczących jachtów. Były więc dwa komplety żagli, komplet
nierdzewnych lin stalowych, komplet lin miękkich, dwa zestawy bloczków oraz koła
ratunkowe.
Ale jedna nagroda
miała charakter szczególny. Była nią skorupa jachtu Sasanka 620 przeznaczona dla
armatora zwycięskiego jachtu ufundowana przez pana Andrzeja Janowskiego ze Stoczni
Janmor. Na kolejną edycję regat jako główną nagrodę zapowiadał skorupę Dezety,
a jest obecnie jedynym producentem jachtów tej klasy w Polsce. Nagrody losowali
także indywidualnie uczestnicy. Były więc ubrania sportowe, hermetyczne worki
żeglarskie, noże żeglarskie, ale największy aplauz wywołała hulajnoga elektryczna,
która trafiła do młodej żeglarki z Bielska. Zwycięzcy otrzymali pamiątkowe medale,
a wszyscy uczestnicy dyplomy.
Niemal wszyscy
uczestnicy podkreślali, że były to wspaniałe regaty, warte szerszego spopularyzowania,
choć wymagają szeregu korekt organizacyjnych.
W jaką stronę powinny
ewoluować te regaty, pozostaje kwestią nierozstrzygniętą. Czy "profesjonalizować",
czyli wprowadzać precyzyjne pomiary żagli i ważenie kadłubów, aby - zdaniem niektórych
- wyrównać szanse wszystkich startujących; czy zabiegać o wysoką pulę nagród,
czy też iść w stronę zlotu Dezet i zabawy w regaty "integracyjne". Znalezienie
jednego przelicznika przy takiej rozbieżności konstrukcji w ramach jednej klasy
jest chyba niemożliwe, ale też liczni żeglarze kwestionowali w ogóle istnienie
jakichkolwiek przeliczników i podziału na podklasy uwzględniające choćby najbardziej
widoczne różnice w konstrukcji jachtów.
Poza tym pozostają do pokrycia koszty ewentualnych pomiarów, a armatorzy tych
jachtów do szczególnie zasobnych niestety nie należą.
Jak dotąd udało
się uchronić regaty przed napływem profesjonalistów, ale presja na wynik końcowy
wśród niektórych załóg była aż nadto wyraˇna. Doświadczenie pokazuje, że ściganctwo
potrafi zabić każdą bardziej masową imprezę, ale z drugiej strony wielu chciałoby
widzieć w regatach Dezet kolejną arenę walki o trofea bez względu na koszty. Pytano
już o możliwość i koszty zbudowania węglowej Dezety z kevlarowymi żaglami...
Pewnikiem pozostaje, że odbędzie się III edycja regat "Ratujmy Dezety",
zaplanowana na weekend 13 - 15 sierpnia 2004 roku.
|
|